niedziela, 9 marca 2014

Smutna data 2.04.2005 rok i o smutnym dzieciństwie.

Hej ;)

Postanowiłam wam napisać co działo się u mnie drugiego kwietnia 2005 roku. Oprócz śmierci Jana Pawła II,to u mnie w domu działa się też przykra sprawa. A więc:

Jak byłam mała,to zaczęły się kłótnie rodziców. Na początku kłótnie były takie jak zwyczajne kłótnie,czyli np.że mieli zły humor itd.. Ale po jakimś czasie (dokładnie nie pamiętam) te kłótnie stawały się awanturami,a przyczyną był 'ojciec',bo on nie był i nie jest nadal normalny. Jest nienormalny i awanturował się bez powodu i chciał mamie i mi zniszczyć życie. Nie pozwalał nam nawet spotykać się z przyjaciółkami,bo uważał,że niby jesteśmy jego własnością. Praktycznie cały czas się awanturował,rzucał taboretami i szklankami i wszystkim co się dało w ścianę itd.. Po części mieszkałam wtedy u dziadków i praktycznie to u nich się wychowałam.

A co było drugiego kwietnia 2005 roku? Miałam wtedy 7 lat i mianowicie kilkanaście dni przed tą datą (2 kwietnia) przeprowadziliśmy się do tamtego mieszkania. Drugiego kwietnia wieczorem oglądałam telewizje i usłyszałam znowu awanturę o coś w drugim pokoju. To znowu byli rodzice tzn. 'ojciec' się zaczął awanturować i strącać talerze oraz szklanki na podłogę tak bez powodu,bo on jest chory psychicznie (na szczęście ja po nim nic takiego nie mam)... I przełączyłam na jakiś kanał, gdzie mówili o Janie Pawle II i w tamtym momencie usłyszałam,że Papież nie żyje. Nie mogłam w to uwierzyć. Ceniłam i nadal cenię Karola Wojtyłę za to co wszystko zrobił dla wielu ludzi. Zawołałam mamę i awantura się skończyła. Nie pamiętam wszystkiego dokładnie co było wtedy,ale tamtego dnia płakałam,bo to było niesprawiedliwe,że taki dobry człowiek umarł. Następnego dnia rano przyjechali po mnie dziadkowie i pojechałam do nich.


Awantury rodziców (tzn.'ojca') i mój płacz,to zdarzało się bardzo często. Mama w końcu postanowiła coś z tym zrobić,bo on jest chory psychicznie i nie jest normalny. Cztery lata temu mama wzięła z nim rozwód. Na rozwód nie trzeba był czekać długo,ale na inne sprawy takie jak np. podział majątku,to trwają już 4 lata,bo on teraz ma w Polsce 2 mieszkania i nam nie chce dać żadnego,bo uważa,że po co nam. Nasza rodzina walczy i się nie poddamy,tylko szkoda,że ta cała policja,sąd i wgl,to są szczerze do ... ; / A i cztery lata temu jak przez kilka tygodni miałam z nim 'widzenia',to jak się wyprowadziłam całkowicie z mamą od niego,to nawet mi nie chciał oddać moich rzeczy i ciuchów. No i na któryś widzeniach po prostu wyniosłam od niego moje rzeczy w reklamówkach,które chciał mi wyrwać,ale ja się jemu nie dałam i miałam tak jakby przewagę nad nim. Byłam i jestem sprytna więc skłamałam,że zostawiłam coś w łazience i,że niech po to pójdzie,a ja w tym czasie szybko wybiegłam od niego i pobiegłam do mojego domu (tzn. ten sam blok,tylko inna klatka). Potem zeznawałam w sądzie,żeby potwierdzić,że on jest nienormalny i niby miałam znowu się z nim widzieć,ale ja się postawiłam tej całej policji i sądowi,a że jestem uparta,to wyszło na moje i już się na szczęście z nim nie spotkałam.

Czyli jak już wiecie,to dzieciństwo nie miałam takie fajnie,ale obecnie mieszkam z mamą od kilku miesięcy za granica i musi i będzie lepiej ;)


Trzymajcie się <3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz